Szprychywtrasie.pl http://szprychywtrasie.pl Sun, 09 Sep 2018 19:36:57 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=4.9.8 Portugalia, informacje praktyczne http://szprychywtrasie.pl/portugalia-informacje-praktyczne/ http://szprychywtrasie.pl/portugalia-informacje-praktyczne/#respond Wed, 07 Mar 2018 17:00:00 +0000 http://szprychywtrasie.pl/?p=4755 Informator Jeśli jesteście ciekawi jak wyglądała nasza wyprawa od strony technicznej to już spieszę z informacjami. Asia znalazła się w Lizbonie nieco wcześniej ze względu na kurs w którym uczestniczyła Ja wykorzystując okazję wybrałam...

Artykuł Portugalia, informacje praktyczne pochodzi z serwisu Szprychywtrasie.pl.

]]>
Informator

Jeśli jesteście ciekawi jak wyglądała nasza wyprawa od strony technicznej to już spieszę z informacjami.

Asia znalazła się w Lizbonie nieco wcześniej ze względu na kurs w którym uczestniczyła

Ja wykorzystując okazję wybrałam połączenie do Manchesteru, tam spędziłam kilka miłych chwil z rodziną i moją „córką” .

Arek, ze względu na lepsze oferty wybrałam mu połączenie również przez Manchester. Czyli jednymi słowy doleciał do mnie luksusowymi liniami Ryanair prosto z Wrocławia i dopiero z Manchesteru ruszyliśmy wspólnie do Lizbony.

Koszty

Poznań – Doncaster – 149 zł – Ja

Wrocław – Manchester – 85 zł – Arek

Manchester – Lizbona – 154 zł / osobę

Porto – Londyn – 200 zł / os

Londyn – Poznań – 170 zł / os

Dałoby się taniej co najmniej o 1/3 w przypadku szybszego podejmowania decyzji. Daliśmy ciała na połączeniu Porto – Londyn – Poznań. Nie do końca wiedzieliśmy czy ruszymy do Porto.

Druga sprawa, po zakupie biletów odwołali nam wylot z Porto i musieliśmy pokombinować tak by jednak zdążyć na lot z Londynu do Poznania.

Co spakować na kilkudniowy pobyt w Lizbonie i Porto w październiku?

– kosmetyczka wg własnych potrzeb,

– aparat, statyw i inne pierdoły związane z elektroniką,

– krótkie spodenki x 2,

– koszulki x 4,

– max 2 ciepłe zestawy, tj długie spodnie, jakaś marynarka, kurteczka, bluza.

– krem z filtrem – nawet w październiku może się przydać

– wygodne SPRAWDZONE buty i to ze 2 pary, drogie panie – szpilki mogą się Wam przydać wyłącznie jeśli planujecie wykwintne kolacje. W moim wypadku w restauracji zestaw pt czarne jeansy, tshirt, marynarka i trampki zdał egzamin.

Wierzcie bądź nie, ale oba miasta są cholernie wymagające i na pewno zrobicie sporo kilometrów. Mimo genialnych conversów i sportowych butów asics miałam ogromne problemy z bólem stóp 😉

PS nie biorę odpowiedzialności za pogodę, nam trafiła się genialna aura z temperaturami nawet ponad 30 stopni.

Noclegi

Lizbona

Adres noclegu

Calçada de Santo André 16

https://www.airbnb.pl/ – wynajęte przez spore grono osób, my dołączyliśmy na dwie pełne doby – 200 zł / os

Czy polecam. Ciężko to określić. Generalnie wielki burdel i tragiczne łazienki ale, przeżyliśmy. Najważniejszym jest fakt, że położenie naszej izby było idealne do spacerowania po mieście.

Lotnisko

Alameda das Comunidades Portuguesas, 1700-111 Lisboa

Proponuję wyjść z lotniska i udać się do metro, gdzie są budki w których można nabyć karty komunikacji miejskiej.

Więcej znajdziecie tutaj

http://infolizbona.pl/ceny-i-rodzaje-biletow-na-autobusy-metro-tramwaje-windy-promy-i-pociagi-w-lizbonie/

Pod wcześniej wskazany adres dotrzemy np. autobusem 208

Porto

Nocleg

R. do Duque de Loulé 184 Residencial Lunar

http://www.residenciallunar.com/

Może nie jest to miejsce z milionem gwiazdek, ale warunki w postaci pokoju z łazienką, wygodnych łóżek i małego balkonu jak dla mnie są zdecydowanie luksusowe 😉

Cena – ok. 50 zł / os (w 3-osobowym pokoju)

Lotnisko w Porto

Oporto Airport

Pedras Rubras

4470 – 558 Maia

można dojechać

Z Przystanku Bolhao Fioletowa linia E – czas podróży – 30 minut.

Nasz powrót wyglądał nieco inaczej – wybraliśmy opcję wycieczki autobusem piętrowym nr 500 spod Prace da Liberdade, trasa wiodła przy wybrzeżu, gdzie jeszcze poleżeliśmy z winem na plaży w Matosinhos 😉

http://www.stcp.pt/pt/viajar/linhas/?t=horarios&linha=500&sentido=0&th=1

Tam złapaliśmy metro na lotnisko

Ceny

Za tosta z kawą zapłacicie w granicach 2-3 euro,

kawa + ciastki – do 3 euro

woda 1,5 l – od 0,2 do 2 euro

Polecam zakupy w marketach, w sklepikach sporo przepłacacie, dla przykładu Wino Casal Garcia w osiedlowym sklepie 5-10 euro, w markecie – 3 …

Podobnie rzecz ma się z produktami spożywczymi 😉

W markecie za 5 butelek wina, jedzenie na prawie cały wyjazd dla 3 wydaliśmy około 50 euro. Pieczywo, sery, kiełbaski, jajka, warzywa, „coś na chleb”.

Generalnie ceny są porównywalne do tych w Polsce.

GDZIE WĘDROWAĆ?

poniżej znajdziecie linki z trasami spacerowymi, w razie pytań służymy pomocą! Możemy również udostępnić na prośbę pdf z mapkami –

LIZBONA

Cascais

Spacer cz 1

Spacer cz 2

Spacer cz 3

Spacer cz 4

 

 

PORTO

Spacer cz1

Spacer cz 2

Spacer cz 3

Spacer cz4

 

Sandra Mielczarek

a.k.a

13Traveler

Artykuł Portugalia, informacje praktyczne pochodzi z serwisu Szprychywtrasie.pl.

]]>
http://szprychywtrasie.pl/portugalia-informacje-praktyczne/feed/ 0
Powrót do rzeczywistości http://szprychywtrasie.pl/powrot-do-rzeczywistosci/ http://szprychywtrasie.pl/powrot-do-rzeczywistosci/#respond Wed, 28 Feb 2018 17:00:54 +0000 http://szprychywtrasie.pl/?p=4752 Tego dnia odłączała się od nas Asia, która musiała jeszcze wrócić z Porto do Lizbony, skąd miała samolot do szarej rzeczywistości, tj Polski. Nie odpuściliśmy jednak i troszeczkę pospacerowaliśmy po mieście, Zaliczyliśmy historyczne centrum...

Artykuł Powrót do rzeczywistości pochodzi z serwisu Szprychywtrasie.pl.

]]>
Tego dnia odłączała się od nas Asia, która musiała jeszcze wrócić z Porto do Lizbony, skąd miała samolot do szarej rzeczywistości, tj Polski. Nie odpuściliśmy jednak i troszeczkę pospacerowaliśmy po mieście,

Zaliczyliśmy historyczne centrum z Terreiro da Se na czele.

Katedra Se,

która była świadkiem najważniejszych wydarzeń kraju, w tym ślubu królewskiej pary, której potomkiem był Henryk Żeglarz. Budowa katedry zakończyła się w XIII. Na placu przed katedrą stoi pręgierz.

udała nam się znaleźć wejście na górną część mostu Ludwika. Przechodząc rzućcie okiem za siebie – przepiękny mural/obraz z ręki

Frederico Draw

http://www.fredericodraw.com/AN-FI-TRI-AO-PT

Rozkoszując się smakiem słodkiego mocnego porto, zapachem i widokiem na Porto żegnaliśmy się z miastem.

Nie tak prędko!

Jeszcze wycieczka na plażę.

Odprowadziliśmy Asię do hostelu, skąd zabrała swój bagaż i popędziła na pociąg, my zaś zamieniliśmy kilka słów z pracującą w lokum panią i zdecydowaliśmy, że jedziemy ostatni raz rzucić okiem na Ocean Atlantycki.

Łapiąc autobus turystyczny linii 500 ruszający z placu Wolności. Cena za przejazd – w okolicach 1.5 euro.

Trasa niezwykła, wzdłuż wybrzeża (aż chce się polecieć z rowerem). Cel to plaża Matosinhos, uważana za największą w okolicach Porto.

Tam już tylko zahaczyliśmy o sklep, zakupiliśmy 2 butelki Casal Garcia i leżeliśmy na plaży napawając się ostatnimi chwilami w Portugalii. Pożegnało nas soczyste słońce pięknie tonące w falach oceanu.

Sandra Mielczarek

a.k.a

13Traveler

Artykuł Powrót do rzeczywistości pochodzi z serwisu Szprychywtrasie.pl.

]]>
http://szprychywtrasie.pl/powrot-do-rzeczywistosci/feed/ 0
Porto- kraina winem płynąca http://szprychywtrasie.pl/porto-wino/ http://szprychywtrasie.pl/porto-wino/#respond Sun, 25 Feb 2018 15:00:18 +0000 http://szprychywtrasie.pl/?p=4709 Do Porto dojedziecie pociągiem lub dolecicie samolotem. Przy czym koszt tej pierwszej eskapady może być nieco niższy ale pamiętajcie, że z lotniska trzeba jeszcze dojechać do miasta. A czas też ma znaczenie. Szczególnie wtedy...

Artykuł Porto- kraina winem płynąca pochodzi z serwisu Szprychywtrasie.pl.

]]>
Do Porto dojedziecie pociągiem lub dolecicie samolotem. Przy czym koszt tej pierwszej eskapady może być nieco niższy ale pamiętajcie, że z lotniska trzeba jeszcze dojechać do miasta. A czas też ma znaczenie. Szczególnie wtedy przy tak krótkiej eskapadzie.

Za pociąg przepłaciliśmy. Mogliśmy zapłacić w granicach 50 zł a wyszło 100 zł ze względu na fakt, iż za późno kupiliśmy bilety.

Startowaliśmy z dworca Santa Apolonia w Lizbonie (mieliśmy najbliżej), a wysiadaliśmy w Porto na dworcu Campanha

Bilety możecie kupić online

https://www.cp.pt/passageiros/pt

Uwaga, trzeba się zarejestrować i podać dane osób podróżujących.

Nocleg

R. do Duque de Loulé 184 Residencial Lunar

http://www.residenciallunar.com/

Może nie jest to miejsce z milionem gwiazdek, ale warunki w postaci pokoju z łazienką, wygodnych łóżek i małego balkonu jak dla mnie są zdecydowanie luksusowe 😉

Cena – ok. 50 zł / os (w 3-osobowym pokoju)

 

Po szybkim prysznicu zrezygnowaliśmy z drzemki i pełnie braku energii ruszyliśmy w miasto.

Już na pierwszy rzut oka miasto zdawało się być odmienne od Lizbony. Na uliczkach zdecydowanie mniej turystów, jeszcze mniej obcokrajowców mieszkających tam na stałe. Dookoła jakby spokojniej, mniej wytwornie.

Tak naprawdę nie mieliśmy za wielu pomysłów na to miejsce. Przygotowałam dla Was propozycję spaceru jednak nasz wyglądał zdecydowanie inaczej. Było kilka punktów na mapie, których nie ominęliśmy – oto najważniejsze z nich.

1. Kościół św. Ildefonsa

pochodzący z XVIII w. kościół pięknie zdobiony wspomnianymi wcześniej azulejo przedstawiającymi sceny z życia św. Ildefonsa a także sceny biblijne.

2. Rua Santa Catarina

– turystyczno – handlowa ulica, w której starodawny styl przeplata się z nowoczesnością w jej najgorszym wydaniu – różowe rury na jednym z budynków. Panuje tutaj straszny tłok. Dla mających czas – to tutaj znajdziecie kawiarnię Majestic, w której powstawała (podobno) książka o przygodach słynnego czarodzieja z błyskawicą na czole. Słynie ona również z faktu, iż jest najbardziej luksusową kawiarnią w Porto.

3. Chapel Of Souls

przepiękny kościół z XVIII w. pokryty azulejo ze scenami z życia św. Franciszka z Asyżu oraz św. Katarzyny, nie sposób go ominąć

 

4. Urząd Miasta, pomnik Almeidy Garretta i plac przed nimi

w pobliżu porozstawiane są ławeczki, krzesełka, stoliki, gdzie można przysiąść i zjeść zapasy skryte w plecaku

5. Clerigos Tower,

barokowy symbol miasta z XVIII w. z przylegającym do niego Kościołem Kleryków, za namową Asi weszliśmy do środka, gdzie akurat odbywała się uroczystość zaślubin

6. Kościół Karmelitow,

z XVII w, i Kościół Trzeciego zakonu

7. Fontanna Lwów,

która wbrew nazwie nie przedstawia lwów a gryfy.

 

8. Najważniejsza dla mnie była księgarnia Lello

jedna z najpiękniejszych księgarni na świecie.

Drugim powodem wizyty w tym miejscu literacki towarzysz w dzieciństwie, czyli Harry Potter

Podobno księgarnia stanowiła dla J.K Rowling źródło inspiracji dla stworzenia magicznych miejsc jakie ukazują się po przejściu na dworcu przez peron 9 i 3/4

Niewątpliwie podpisuję się pod tymi przypuszczeniami. Przepięknie zdobione drewnianymi żłobieniami wnętrze, którego centralnym punktem są również drewniane schody z czerwonym akcentem nadającym im charakteru szlachetności.

Warto również rzucić okiem na witraż w centralnym punkcie sufitu z mottem „Decus in Laborare”, czyli „w pracy jest honor”

Nie wspomnę o szynach na wózki do przewożenia książek … wsteep 4 euro. Uwaga nie wolno wchodzić z plecakami!

9. Plac Henryka Żeglarza, Pałac Giełdy, Targ Ferreira Borges

z surową architekturą łączącą żelazo szkło i beton

Po wizycie w księgarni nie mieliśmy w 100 % określonego kierunku, naradzaliśmy się, pojawiały się głupie propozycje drzemki. Nie, nie, nie. Sen to strata czasu.

Trzeba maszerować, zwiedzać, podziwiać. Girki prowadziły nas mniej więcej ku rzece, którą planowaliśmy przekroczyć jeszcze przed zachodem słońca by oddać się przyjemności zwiedzania winnic.

10. Praca da Ribeira i Cais da Ribeira

owładnięte przez turystów wybrzeże rzeki, to tutaj szukajcie ekskluzywnych lokali by zjeść obiad, nocą spodziewajcie się koncertów.

11. Aminhas da Ponte

kapliczka upamiętniająca katastrofę z 29,03,1809 r kiedy to zginęło ponad 4 tys mieszkańców Porto. Uciekali oni przed wojskami Napoleona po moście utworzonym z barek, most nie wytrzymał obciążenia w konsekwencji ratujący się przed agresją wroga mieszkańcy zginęli porwani przez nurt rzeki.

Teraz z mostu urządzane są skoki do wody w celach rozrywkowych, więc niech Was nie zdziwi widok roznegliżowanego mężczyzny zagrzewającego stojących na wybrzeżu turystów do klaskania . Kilkanaście minut później rzuci się do rzeki i zostanie wyciągnięty przez wcześniej popisujących się panów na jetski

12. Ponte Luis I –

jeśli jego wygląd przywoła na myśl słynną wieżę Eiffela to bardzo dobrze, ponieważ twórca mostu był uczniem mistrza Gustave’a Eiffela. Budowa mostu trwała 5 lat , uroczyste otwarcie przypadło na rok 1886 .

Most jest dwupoziomowy, dolny poziom służy dla kierowców samochodów i pieszych, zaś górny, zdecydowanie lepszy, dla linii metra i pieszych. Niestety pierwszego dnia osiągnęliśmy ten niższy poziom i…

… dotarliśmy w zagłębie wina Porto, czyli

13. Vila Nova De Gaia

tutaj zdecydowanie się przebudziliśmy 😉

Wybór padł na

https://www.quintadoscorvos.pt/en/

czy słusznie? Tego nie wiemy. Za 7 euro od osoby odbyliśmy spacer w towarzystwie Pani przewodnik, która przybliżyła nam procesy powstawania poszczególnych gatunków win, by na końcu zaprosić nas na degustację.

Uwaga!

Wino porto jest winem wzmacnianym, co oznacza, że jego moc może wahać się nawet

pomiędzy 18 a 22 % .

14. Barcos Rabelos,

które aktualnie są już częścią panoramy Porto dawniej zaś służyły do transportu wina

 

15. Po tej wykwintnej części wycieczki uznaliśmy, że najwyższa pora by sprawdzić jak smakuje lokalny przysmak czyli francesinha.

Zamówiliśmy po 1 szt w akompaniamencie frytek i piwa. To co pojawiło się na naszych talerzach/miskach przerosło nasze oczekiwania, jednak gorzej było po pierwszym zanurzeniu sztućców w kanapce.

Tam chyba było wszystko. Kilka rodzajów kiełbasy, boczek, tona sera, jajko na kanapce, kolejna tona sera, zupa pomidorowa, kotlety … Ło matko. Ledwośmy to przeżuli. Jak się okazało… francesinha dobra również po ślubie 😀

16. Niby zapchani, ale nie na tyle by zrezygnować z jeszcze jednej atrakcji, która wyrosła przed nami, czyli budynek Espaço Porto Cruz

przy Largo Miguel Bombarda 23,

Strzał w dziesiątkę.

Bar na dachu, przepiękny widok na Porto nocą, most, wino. I ogromny smutek. Na drugi dzień czeka nas smutny powrót do szarej rzeczywistości, to koniec tej wspaniałej przygody, koniec pięknych chwil w oddali od codziennych problemów… Przy tych wszystkich emocjach przypomniało się również kolanko, które po kontuzji w maju jednak nie odzyskało jeszcze dawnej energii i jak nagle łupnęło to łzy pojawiły się niezależnie od mej woli.

 

ciąg dalszy nastąpi…

 

Sandra Mielczarek

a.k.a.

13Traveler

Artykuł Porto- kraina winem płynąca pochodzi z serwisu Szprychywtrasie.pl.

]]>
http://szprychywtrasie.pl/porto-wino/feed/ 0
Windy, wina i fado http://szprychywtrasie.pl/lizbona-fado/ http://szprychywtrasie.pl/lizbona-fado/#comments Wed, 21 Feb 2018 17:00:20 +0000 http://szprychywtrasie.pl/?p=4706 Zdaje się, że skończyliśmy popijając wiśniówkę? Dalej, nieco rozbujanym już, ale jak pozytywnym krokiem kierujemy się na południe ku Elevator Santa Justa czyli zabytkowej windzie, w przeciwieństwie do pozostałych jeżdżącej w pionie. Między tłumem...

Artykuł Windy, wina i fado pochodzi z serwisu Szprychywtrasie.pl.

]]>
Zdaje się, że skończyliśmy popijając wiśniówkę?

Dalej, nieco rozbujanym już, ale jak pozytywnym krokiem kierujemy się na południe ku Elevator Santa Justa czyli zabytkowej windzie, w przeciwieństwie do pozostałych jeżdżącej w pionie. Między tłumem turystów usiłujemy przebić się w zupełnie inną część miasta – Bairro Alto. Alfama za nami.

Odbijając w na północ zerkamy na słynną Elevador da Gloria kolejną windę między wspomnianą wcześniej Bairro Alto a Baixa. Warto się przy niej zatrzymać ponieważ, mimo iż jest zabytkiem, (funkcjonuje od 1885 r) to naprawdę przykuwa wzrok. Na Miradouro de São Pedro de Alcântara (kolejnym tarasie widokowym) porozmawialiśmy z lokalnymi sprzedawcami obrazków przedstawiających Lizbonę. Chociaż… Z jednym dogadaliśmy się w naszym języku ponieważ pochodził z Kazachstanu i całkiem sprawnie posługiwał się polskimi słowami.

 

Sięgając do plecaka, poza statywem i odzieżą na chłodniejsze momenty zlokalizowaliśmy butelkę wina Verde … Przy pomocy cudownego kieszonkowego, turystycznego otwieracza odbezpieczyliśmy zawór i ruszyliśmy. Przez imprezowe uliczki, pełne sklepów, knajpek, gwaru ludzi, przechodząc między osobami zdecydowanie zamożnymi i przeciwieństwami znowu chłonęliśmy miasto .

Dochodząc do wybrzeża i starej przystani nieco nas rozkołysał dźwięk muzyki niosącej się wybrzeżem rzeki, by ostatecznie zaserwować, w szczególności męskiej części drużyny zwiedzającej, przyjemne doznania estetyczno-wizualne. Piękne panie czujące muzykę chyba każdą częścią swego ciała.

 

Po milionach „natrętnych” telefonów naszej kochanej Myszy skierowaliśmy się ku „apartamentowi” by kolejny raz poprawić swój wizerunek i tym razem … Oddać się zupełnie innej atmosferze miasta.

Ale jeszcze przed tym

TRAMWAJ,

koniecznie żółty, koniecznie zabytkowy, koniecznie drewniany. Jak smutnym jest fakt, że większość z nich obecnie oklejona jest z zewnątrz reklamami.

Symbol miasta, który widnieje na 70 % pamiątek z Portugalii, pozostałe to Azulejos i Ronaldo 😀

Azulejos,

czyli przepiękne ceramiczne kafelki zdobiące zdecydowaną większość budynków alfamy. Słowo to wywodzi się d arabskiego azzelij czyli mały gładki/oszlifowany kamień. Druga teoria to słowo azul oznaczające kolor niebieski, który dominuje na płytkach zdobiących budynki.

 

Wracając do zwiedzania

Siedząc w zatłoczonym lokalu, przy lampce wina mogliśmy poznać urok fado, tego „luksusowego” dla publiki, ale po kolacji … Skierowaliśmy się ku mniej wykwintnemu lokalowi, gdzie improwizacja, tradycja i pasja były głównym napędem. Może to ilość % a może jednak miłość do muzyki opóźniały moje wyjście z tego miejsca. Nie zdradzę, gdzie to było – zgubcie się, dajcie się ponieść muzyce, zaglądajcie, szukajcie…

Gil…

Obrigado!

Fado

przepiękna interpretacja słów smutku, żalu, strachu, tęsknoty. Saudade to tak naprawdę słowo, którego nie powinno się tłumaczyć i się nie da przetłumaczyć ponieważ zawiera w sobie ogromny ładunek emocjonalny. Być może właśnie chwila w zatłoczonym lokalu, pośród lokalnych mieszkańców pozwoli Wam poczuć jego moc. Wokalista bądź wokalistka wyśpiewują swe żale w akompaniamencie gitar.

Muzyka wywodzi się z niższej klasy społecznej, jednak z czasem przeszła istny renesans. Teraz kolacja przy dźwiękach fado należy do luksusowych atrakcji miasta, nastawionych na turystów i dostępnych dopiero przy ówczesnej, nietaniej rezerwacji stolika.

Tak, nad ranem kończymy nasz spacer, mając raptem godzinkę w porywach do dwóch na sen, tuż przed wyjazdem do PORTO

 

Sandra Mielczarek

a.k.a

13Traveler

Artykuł Windy, wina i fado pochodzi z serwisu Szprychywtrasie.pl.

]]>
http://szprychywtrasie.pl/lizbona-fado/feed/ 2
Alfama http://szprychywtrasie.pl/alfama-lizbona/ http://szprychywtrasie.pl/alfama-lizbona/#respond Sun, 18 Feb 2018 15:00:40 +0000 http://szprychywtrasie.pl/?p=4672 Drugiego dnia naszej wizyty postanowiliśmy zwiedzić miasto na tyle na ile było to możliwe. Wcześniej przeczytana książka Pana Kydryńskiego pozwoliła mi na przygotowanie poglądowej trasy, która w znacznej mierze skupiała się na dzielnicy Alfama....

Artykuł Alfama pochodzi z serwisu Szprychywtrasie.pl.

]]>
Drugiego dnia naszej wizyty postanowiliśmy zwiedzić miasto na tyle na ile było to możliwe. Wcześniej przeczytana książka Pana Kydryńskiego pozwoliła mi na przygotowanie poglądowej trasy, która w znacznej mierze skupiała się na dzielnicy Alfama.

Nie chodziło o to, by zaplanować ganianie od atrakcji do atrakcji lecz o to by, mieć w miarę ogarniętą mapkę i zobaczyć najważniejsze rzeczy bez nabijania dodatkowych kilometrów przy okazji dając sobie przestrzeń na zabłądzenie.

Co prawda dzień wcześniej Arka przytłoczył pokonany dystans ale nie dał tego po sobie poznać i dzielnie dotrzymywał mi towarzystwa. Plotkując o głupotach a czasami i ważnych sprawach pozwoliliśmy sobie na chłonięcie Lizbony.

 

Na samym starcie na naszej drodze był taras widokowy Portas do Sol (zdecydowanie zaliczam do miejsc lepiej wyglądających nocą), gdzie na schodkach można zrobić sobie fotkę zbliżoną do tej, którą wrzuciła sama królowa popu 😉 A stąd już rzut beretem do zamku Sao Jorge. Sam taras jest miejscem spotkań ludzi, bywa tu gwarno za sprawą turystów, którzy przybywają podziwiać jeden z chyba najsłynniejszych widoków rozpościerających się na miasto. Hmm. Może dlatego wolę te miejsce nocą, ciche, całe dla mnie, skłaniające do refleksji, zatrzymania się.

Być jak Królowa ? 😀

 

 

Rua dos Remedios,

to już sławna ulica, na której zrobiliśmy kilka przystanków. Pozwoliliśmy sobie na świeże owoce, w moim przypadku wybór padł na lokalne już mandarynki. Niebo w gębie.

Po okolicach rozproszone są lokale z muzyką fado, które tętnią życiem dopiero wieczorową porą. Podjęliśmy również próbę lokalizacji mieszkania Anny Marii Jopek – powiedzmy sobie szczerze, nie jesteśmy stalkerami, ale czytając o przepięknym widoku z okna, o uliczce, która tętni ciepłem sąsiedztwa musieliśmy to sprawdzić 😉

 

Po jakimś czasie wybiła pora kawy! Bez tego ani rusz. Mimo, iż Portugalia słynie z jakości podawanej kawy to prywatnie moim nr jeden nadal będzie kawa we Włoszech.

Halo!

Zejdźmy na ziemię. Kawa, ciastko, wąskie uliczki, klasyczna architektura, ALFAMA! Wszystko będzie smakowało dobrze!

Później, kierując się na północ minęliśmy Panteon Narodowy, park Jardim Botto Machado, mniejsze tarasy widokowe, kościół Sao Vincente de Fora, Plac Graca, gdzie kolejny raz napełnialiśmy żołądki, ja piwem a Arek zupą dnia, która miała smak… o nie. Ona nie miała smaku. Dziwna sprawa, ale chyba pierwszy raz miałam okazję spróbowania zupy, która nie miała żadnego smaku.

Po kilku kolejnych metrach sprawdziliśmy, że spacer idzie nam nieco wolniej i w zasadzie to niedaleko jest nasze mieszkanie. Uznaliśmy, że godzina 16 jest idealna na odświeżenie ale na naszej drodze wyrósł kolejny znak wskazujący taras widokowy… Zdecydowaliśmy, po części niechętnie, , że rozpoczniemy wspinaczkę. Widok jednak wynagrodził trudy podejścia. Jest to chyba najwyżej położony w Lizbonie taras, żałuję, że nie mieliśmy okazji dotrzeć tam nocną porą –

Miradouro Sophia de Mello Breyner Andresen.

Po zapisaniu widoku w pamięci powróciliśmy do mieszkania. Niee. W Lizbonie nic nie jest tak łatwe jak wygląda na mapie. Górki schody i widoki zdecydowanie wydłużają czas podróży. Po tarasach przyszedł czas na naprawdę miły park Jardim da Cerca da Graça

Poniżej znajdziecie linki  ze spacerami

Spacer cz 1

Spacer cz 2

Przemykając uliczkami, dotarliśmy na słynny plac Rossio/Praça de São Domingos/

Miejsce, które Pan Kydryński opisał jako etap odpoczynku i obserwacji. Czy potwierdzamy?

A i owszem. Chociaż zanim dotarliśmy do najstarszego lokalu serwującego słynną wiśniówkę zostaliśmy zaczepieni przez natrętnego handlarza 😀 Nieszkodliwego oczywiście. Do płynów!

Oj . Co ja mogę wiedzieć o dawnych latach i lokalach serwujących alkohol. Tyle co nic. Ale A Ginjinha zdecydowanie wlała (dosłownie i w przenośni) namiastkę tegoż uroku. Ciasne, ciemne pomieszczenie z gigantyczną kolejką …

Likier do dzisiaj wyrabiany jest tradycyjną metodą i naprawdę powstaje z wiśni a nie z różnych związków smakotwórczych. Za kieliszek zapłacicie niewiele ponad 1 euro i nie pytajcie czy warto. Jeśli macie 18 lat to skuście się. Na pewno jest lepsza inwestycja niż zupa bez smaku 😉

UWAGA!

Trunek jest mocny. Taaa w mojej opinii to i wódka do takich płynów należy, ale jeśli Arek się zdziwił to wierzcie mi – ma moc…

Musicie też wiedzieć, że miejsce to funkcjonuje od lat czterdziestych XIX wieku!

Co się dzieje w tle!!

Magia, i nie jest to efekt oszołomienia mocą wiśni. Tam tętni życie. Taniec piękny i improwizowany. Przepiękna kobieta, muzyk poruszający serca tłumu, zapach wiśni / ówki… Zatracenie w chwili, czerpanie z miejsca wszystkiego tego co może nam zaoferować. Tak na wyrost powiedziane. Zapewne tłumy turystów a wszystko to jeden wielki chwyt marketingowy. I tak połykam go jak naiwna ryba …

O tym jak rozbujanym krokiem przeszliśmy w kolejne dzielnice miasta przeczytacie w kolejnym wpisie!

 

Sandra Mielczarek

a.k.a

13Traveler

 

 

Artykuł Alfama pochodzi z serwisu Szprychywtrasie.pl.

]]>
http://szprychywtrasie.pl/alfama-lizbona/feed/ 0
Cabo da Roca nasz koniec świata http://szprychywtrasie.pl/cabo-da-roca-koniec-swiata/ http://szprychywtrasie.pl/cabo-da-roca-koniec-swiata/#respond Wed, 14 Feb 2018 17:00:27 +0000 http://szprychywtrasie.pl/?p=4647 Pakujemy wino, stroje kąpielowe i ręczniki w plecak i lecimy na Cabo da Roca No ok, może nie tak prędko. Wino się skończyło, a my wstaliśmy zdecydowanie za późno przez co ominęło nas kilka...

Artykuł Cabo da Roca nasz koniec świata pochodzi z serwisu Szprychywtrasie.pl.

]]>
Pakujemy wino, stroje kąpielowe i ręczniki w plecak i lecimy na Cabo da Roca

No ok, może nie tak prędko. Wino się skończyło, a my wstaliśmy zdecydowanie za późno przez co ominęło nas kilka godzin intensywnych promieni słonecznych.

Najpierw, tradycyjnie już, słów kilka o historii Portugalii

Pierwsze ślady człowieka w Portugalii datowane są na 30 000 temu, o czym świadczyć miałyby wyżłobienia w Vale do Coa. Kraina ta leżała w rękach ludów iberyjskich, celtyckich, rzymskich. Oczywiście jak w przypadku większości miejsc tak i w przypadku Portugalii czas panowania rzymian to okres rozwoju. Jak to jednak bywa w historii, spokój nie panował zbyt długo, z czasem ziemie trafiły w ręce Germanów oraz kalifatu. Głośny okres rekonkwisty przyczynił się do przejęcia krainy przez królów Leonu i Kastylii. 1097 to przełomwa data powstania hrabstwa Portucale. W 1139 syn króla Henryka Burgundzkiego – Alfons Henriques- uzyskał tytuł króla Portugalii. Początkowo stolicą była Coimbra, stan ten utrzymywał się raptem przez nieco ponad sto lat, kiedy to w 1255 r. stolicę przeniesiono do Lizobony. Oczywiście Portugalia zmagała się z dżumą, uczestniczyła w konfliktach z Kastylią, a jej historia przepełniona jest intrygami i zdradami. Wielkie odkrycia geograficzne to okres wzbogacania się w zamorskie ziemie, a zasługę za zapoczątkowanie tych działań trzeba przypisać Henrykowi Żeglarzowi. Dalej wymienimy takie nazwiska jak Vasco da Gama, Bartolomeo Diaz, Afonso de Albuquerque, Ferdynand Magellan i  nie ma wątpliwości co do pozycji Portugalii na arenie międzynarodowej w zakresie odkryć.

Koniec XVI w to czas schyłku państwa, do władzy znowu doszli Hiszpanie, jednak nie na długo ponieważ dzięki spiskowi artystokratów i intelektualistów, ze wsparciem Francuzów, udało się przywrócić tron w ręce rodu Braganca, który zasiadł na tronie aż do 1910 r.

Początek XIX to kolejny przełom w historii kraju – inwazja Francuzów, ucieczka pary królewskiej do Brazylii oraz pomoc ze strony Anglików. Po powrocie króla było tylko gorzej, spory dynastyczne, destabilizacja, bunty i kryzys gospodarczy.

XX w. to czas dominacji Salazara – zafascynowany autorytaryzmem wprowadził cenzurę i państwo policyjne. Dyktatura zakończyłą się 25.04.1974 w wyniku rewolucji goździków.

Wracamy do października 2017 r

Pierwsze śniadanie w knajpce to kawa i tradycyjny tost. Miał być z szynką i z serem a na talerzu wylądował tost z masłem. Całe szczęście naprawiliśmy tę małą omyłkę i za 2 euro wrzuciliśmy do żołądków ciepły pokarm. Mimo wszystko pozostanę przez własnoręcznie przygotowanej solidnej porcji jajecznicy z talerzem warzyw 😉

Z Praça da Figueira

wzięliśmy tramwaj 15E kierujący się w stronę cudów architektury ale i kuchni, która rozochoci każde podniebienie. Przystanek, na którym należy wysiąść to Belem. Po wcześniejszej konsultacji z Natalią ze „Student w Podróży” wiedziałam, że jako ogromna fanka słodyczy nie mogę ominąć słynnej na całą Portugalię cukierni

Pasteis de Belem

R. Belém 84-92, 1300-085 Lisboa

Wypieków jest tam wiele, ale skupcie się proszę na jednym z nich, mianowicie na babeczkach. Owszem, dostaniecie je również w pozostałej części kraju niemniej jednak tam nazywają się Pasteis de Nata.

Czy jest różnica? Dla naszej wyjazdowej trójki gigantyczna. Idealnie kruche ciasto i ten krem… Do kompletu jest jeszcze cynamon. A przyprawy w Portugalii to świętość – w końcu przywiózł je wielki Vasco da Gama

Cukiernię dostrzeżecie bez problemu – to te miejsce, gdzie przed wejściem ustawia się długa kolejka.

Klasztor Hieronimitów 

wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO kompleks przytłaczający swym ogromem większość spotykanych przez nas zabytków. Budowę rozpoczęto na początku XVI. Skrywa on groby kluczowych dla historii postaci (zupełnie jak nasz Wawel, do czasu…) np. Luisa de Camoesa, króla Manuela I, Vasco da Gamy….

Musicie wiedzieć, że babeczek nie zjedliśmy tak od razu. Wrzuciliśmy je do plecaka i poszliśmy podziwiać ogrom Pomnika Odkrywców, by spacerem dotrzeć do Torre de Belem, gdzie kończy się rzeka Tag a zaczyna się przestwór oceanu Atlantyckiego. Tam, słuchając melodii wygrywanych na skrzypcach skusiliśmy się i sprawdziliśmy czy słodki zapach z torebki jest również przyjemny w smaku.

Pierwszy kęs, zęby zatopione w słodkiej masie…Przepadliśmy… Jak iść dalej kiedy poczuliśmy, że wzięliśmy zdecydowanie za mało babeczek?!

Hmmm – grajkowie na każdym kroku …

No nic. Wspomagani promieniami słońca wędrowaliśmy przez kawałek ku stacji Alges

by wybierając Linha de Caicas (koszt jakieś 2 euro) ruszyć ku

Cascais

Obskoczyliśmy tylko plac główny, który zdecydowanie wart jest spaceru, zahaczyliśmy również o lodziarnię Santini, którą szczerze polecamy.

W małym sklepiku zakupiliśmy Vinho Verde, banany i ciastka – w podróży jednak człowiek nie odżywia się jak należy …

 

W Cascais złapcie Autobus nr 403 (około 4 euro) do Sintry niedaleko centrum handlowego w Cascais (Av. Costa Pinto 74) .

Cabo da Roca

to przystanek, na którym musicie wysiąść. Czeka tam na Was zapierająca dech w piersiach atrakcja – dawny koniec świata a aktualnie najdalej na zachód wysunięty punkt lądu stałego naszego kontynentu.

Do Stanów Zjednoczonych na przylądek Henlopen jest jedynie 5593 kilometrów.

 

Dla nas numerem jeden chyba całego wyjazdu było odnalezienie ukrytej plaży. Niby krótki spacerek, ale nie dajcie nabrać na krótki dystans. Trasa jest wymagająca i nie polecamy pokonywania jej po kilku głębszych. Aby uchować dzikość plaży nie podam Wam dokładnej lokalizacji… Kierujcie się na północ.

 

 

We wpisach o Portugalii nie może zabraknąć muzyki! Naszej, a jak.

Anna Maria Jopek – Cabo da Roca

Z tego miejsca możecie ruszyć dalej do Sintry, czego my nie zrobiliśmy wybierając podziwianie zachodu słońca. Cabo da Roca to miejsce, które na pewno pozostanie w pamięci.

Po godzinach napawania się wolnością, pustką i ogromem Oceanu wróciliśmy do Cascais na kolejny spacer i solidne zakupy – jest tam duży market ze słonikiem w logo – polecamy zaopatrzenie się w sieci tych sklepów – ceny są zdecydowanie niższe niż w małych sklepikach.

Portugalia, a zdecydowanie Lizbona,

zalicza się do miejsc, w których nie powinniście spać… Jeśli myślicie, że po całym dniu zwiedzania zobaczyliście już wszystko to jesteście w ogromnym błędzie. Miasto nocą to dopiero gratka! Uprzedzając wszystkie pytania.

Naprawdę czułam się tam bezpiecznie i komfortowo. Mimo iż na każdym kroku spotkacie dilerów narkotyków to nie dali ani razu sygnału, który sprawiłby, że zrezygnowaliśmy ze spaceru. Nie bierzcie tego również jako deklarację, że jest to superbezpieczne miejsce. Zachowajcie uwagę i zawsze uważajcie na siebie!

 

Sandra Mielczarek

a.k.a

13Traveler

Artykuł Cabo da Roca nasz koniec świata pochodzi z serwisu Szprychywtrasie.pl.

]]>
http://szprychywtrasie.pl/cabo-da-roca-koniec-swiata/feed/ 0
Zima na rowerze z Martombike http://szprychywtrasie.pl/zima-na-rowerze-martombike/ http://szprychywtrasie.pl/zima-na-rowerze-martombike/#respond Fri, 26 Jan 2018 13:42:30 +0000 http://szprychywtrasie.pl/?p=4626 Teal Tell You a Tale Najnowszy wzór graficzny od Martombike nie przeszedł obojętnie przed moimi oczyma. Widząc go na ekranie komputera wiedziałam, że muszę stać się szczęśliwą posiadaczką zestawu w tych barwach -niby ciemnych...

Artykuł Zima na rowerze z Martombike pochodzi z serwisu Szprychywtrasie.pl.

]]>
Teal Tell You a Tale

Najnowszy wzór graficzny od Martombike nie przeszedł obojętnie przed moimi oczyma. Widząc go na ekranie komputera wiedziałam, że muszę stać się szczęśliwą
posiadaczką zestawu w tych barwach -niby ciemnych a jednak wciąż kobiecych dzięki detalom.

Jak powszechnie wiadomo, przez wypadek z końca maja, moje letnie treningi ograniczyły się znacząco… ale nie o tym …
Chodzi o to, że w lato za wiele nie poszalałam na rowerze i cały brak energii staram się wykorzystywać teraz.
Wiem, że muszę wyjść na rower, gdy pogoda nie sprzyja. Poranny chłód, wiatr, temperatury bliskie 0 a nawet i poniżej – krótki zestaw kolarski można bez zastanowienia
zakopać w szafie.

 

Znając ofertę Martombike zdecydowałam się na

– kurtkę 390 Teal,
– spodnie z membraną 690 Teal
– spodnie ocieplane 677 Teal z nową, damską wkładką

Kurtka 390 Teal

 

W zwyczaju mam zakochiwanie się w kurtkach od swarzędzkiej firmy. Najpierw windy 301, później Ermes… Tym razem było identycznie. Zimowa kurtka z membraną i „cicikiem” od strony
ciała to genialne rozwiązanie na późną jesień i zimę. Dlaczego dopiero w tym okresie należy po nią sięgnąć? Przede wszystkim wcześniej lepiej sprawdzi się zestaw Ermes i bluza 250.16

Ze względu na tak silne uczucia pozwolę sobie na dokładny opis.

Kurtkę testowałam stosując kilka połączeń

1. + koszulka z krótkim rękawem 250 + bluza 250.16

– temperatura w granicach 0-5 stopni było mi za ciepło, jednak materiał zdał egzamin, mimo przepocenia kurtka bardzo szybko była sucha.
– temperatura w okolicach minus 3 stopnie – nadal troszeczkę za ciepło

2. + koszulka z krótkim rękawem 250

– temperatura 5 stopni – idealnie, pełen komfort, nie pozwala się przegrzać, a w przypadku krótkiego postoju na pewno nas nie owieje i nie zmarzniemy

3. + bielizna termoaktywna na długi rękaw

– temperatura 5 stopni – troszeczkę za ciepło, ale przy silnym, zimnym wietrze wydaje się być rozsądniejszym rozwiązaniem niż krótki rękawek.
– temperatura w granicach 0 stopni – idealnie

Kiedy już znajdzie się odpowiednią opcję doboru zestawu odzieży…

(umówmy się, każdy z nas inaczej odczuwa temperaturę i ma inne upodobania w tym zakresie)
…wychodzisz a tam … deszczyk albo śnieg… Co teraz?
Bez obaw, membrana na poziomie 10000mm słupa wody + technologia Water and Oil Repilent nie pozwolą tak szybko zmoknąć. Przy lekkim deszczu i krótkim dystansie
13 km wróciłam do domu nie wyglądając jak zmokła kura.

Skończyłeś pracę, chcesz jeszcze pojeździć, ale… jest już ciemno?

Spokojnie – ekipa z Martombike zadbała również o mały detal w postaci odblasków na bokach
oraz odblaskowej patki na kieszeń. I nie… Nie jest to wystarczająca ilość elementów świecących – kup lampki na rower!

Skoro o kieszeniach mowa – pod patką znajduje się jedna większa kieszonka, do której można schować bidon oraz druga kieszeń zapinana na zamek, do której
z powodzeniem można ukryć cenne przedmioty.

Kolejnym plusem jest asymetryczny zamek – rozwiązanie znane już z modelu Ermes. Większa ilość symetrycznie nakładających się zamków pod szyją może powodować
dyskomfort i utrudniać poruszanie głową.

UWAGA

fason 390 jest fasonem unisex i dobierając rozmiar należy sugerować się tabelką dla mężczyzn – ja zdecydowałam się na rozmiar XXS – drogie Panie, brzmi
optymistycznie prawda? 😉

Spodnie 690 + przeszywające zimno

100 % satysfakcji.

Podobno membrana na nogach spina mięśnie i utrudnia jazdę – nie zauważyłam takiej zależności. Zalecam użytkowanie przy temperaturach 0 stopni i poniżej.
Zawsze znajdzie się jakieś ale … także jeśli jest wcześniej wspomniany silny i przeszywający wiatr a temperatura zdaje się być dodatnia to i tak lepiej jest wrzucić je na tyłek.
Membrana ochroni tak ważne dla nas kolana a dodatkowy panel na krzyżu zapobiegnie problemom na starte lata 😉

UWAGA

spodnie te standardowo nie mają wkładki, zakłada się pod nie krótkie spodenki kolarskie albo bieliznę z wkładką kolarską.
Pozwala to na troszeczkę rzadsze pranie spodni dzięki czemu wydłużamy żywotność membrany.

AIR TUNEL

Do zestawu Martombike przygotował mi na buty ochraniacze zimowe z dzianiny air tunel. Co oznacza ta kosmiczna nazwa? Chodzi o specjalne ułożenie dwóch warstw
materiałów oddzielony od siebie przestrzenią powietrza, która odpowiada za utrzymanie właściwej temperatury. Zewnętrzna warstwa chroni natomiast przed wiatrem
i deszczem /8000 mm/. Nareszcie mogę zapomnieć o zmarzniętych stopach.

 

Podsumowując!

Jeśli marzycie o wyjściu na rower zimową porą ale też nie chcecie zmarznąć to klikajcie na sklep
Martombike

Specjalnie dla Was przy wpisaniu kodu szprychywtrasie dostaniecie 10 % rabatu na zimową kolekcję Teal!

A co tam – 10 % na kurtkę i spodnie zimowe dla panów też będzie 😉

Kod jest ważny do 4.02.2018 r

Wielkie dzięki za udostępnienie roweru na potrzeby wykonania zdjęć 

 

Sandra Mielczarek
a.k.a 

13Traveler

 

Artykuł Zima na rowerze z Martombike pochodzi z serwisu Szprychywtrasie.pl.

]]>
http://szprychywtrasie.pl/zima-na-rowerze-martombike/feed/ 0
Garmin test, czyli… http://szprychywtrasie.pl/garmin-virb-edge/ http://szprychywtrasie.pl/garmin-virb-edge/#comments Sun, 19 Nov 2017 13:56:11 +0000 http://szprychywtrasie.pl/?p=4440 … znowu rower… Nie było go za wiele, górki toskańskie ponownie mnie pokonały. Planem było zdobycie Vinci, jednak kilka podjazdów, delikatne błądzenie sprawiły, że musiałam wcześniej się poddać i wrócić do Montespertoli, wszystko w...

Artykuł Garmin test, czyli… pochodzi z serwisu Szprychywtrasie.pl.

]]>
… znowu rower…

Nie było go za wiele, górki toskańskie ponownie mnie pokonały. Planem było zdobycie Vinci, jednak kilka podjazdów, delikatne błądzenie sprawiły, że musiałam wcześniej się poddać i wrócić do Montespertoli, wszystko w towarzystwie sprzętu marki Garmin

 

Nie jest łatwym znalezienie znaku z oznaczeniem nachylenia.  U nas jak mamy 5 % to znaki atakują nas z każdej strony 😉

Poniżej para starszych ludzi, doglądająca winogrona przy lokalnych winnicach. Nie mogłam oderwać od nich wzroku, ponieważ sposób w jaki to wykonywali nie wskazywał na znudzenie lecz wielką pasję i ogromny spokój.

 

 

Video – Garmin Virb Ultra 30

FILM

Kamera, którą jak najbardziej polecam już po pierwszym zapoznaniu. Milion razy lepsza od testowanych przez nas kamer Redleaf. Redukcja wstrząsów (przetestowane zarówno przy montażu na kasku jak i kierownicy), wodoszczelność (sprawdzone w morzu, przy użyciu specjalnej obudowy), poręczność – wszystko na plus. Dla zaawansowanych technologicznie muszę dodać, że kamerka może być sterowana również głosowo i nie jest to najgorsze rozwiązanie. Obawiałam się, że przy montażu na kasku, szum wiatru uniemożliwi mi stosowanie tej funkcji, jak się jednak okazało w 90 % nagrania znalazły się na karcie pamięci. Poza wiatrem utrudnieniem mogła być również obudowa, jednak i ta nie sprawiła problemów. Racja, kiedy jechałam i krzyczałam „ok garmin. Start recording” mogło to wyglądać nieco dziwnie, ale najważniejszym jest, że było to skuteczne działanie.

Dalsze testy są planowane dlatego nie zdradzimy Wam szczegółów. Chociaż rozmawiając z ludźmi z branży sportowej i wysłuchując historii o najpopularniejszych kamerach ta wydaje się wieść prym.

 

W paczuszce był również licznik Garmin Edge 25 oraz nawigacja Etrex Touch 35.

Garmin Edge 25

Funkcjonalność licznika powaliła mnie na kolana. Malutkie (4×4,2×1,7 cm) urządzenie, które jest wodoodporne, nie potrzebuje żadnych kabli ani dodatkowych czujników a potrafi zmierzyć dystans, prędkość, tętno (konieczność dokupienia czujnika tętna), kalorie, średnią prędkość, wysokość a także pozwoli porównać wynik z poprzednimi treningami.
Ogromnym plusem jest możliwość wprowadzenia przy pomocy Garmin Connect trasy, dokładnej mapy na liczniku nie zobaczycie ale pojawiają się komunikaty o tym, że za kilkadziesiąt metrów trzeba skręcić np. w prawo, bądź o tym, że zboczyło się z trasy.
Minus – czas pracy, tutaj niestety urządzenie dostaje dyskwalifikację w kategorii długie wyprawy rowerowe + brak zasilania, ponieważ bateria wytrzymuje do 8 godzin (chociaż nic nie stoi na przeszkodzie, by podładować go PowerBankiem).

 

Nawigacja eTrex Touch 35

Już przy pierwszym kontakcie wiemy, że mamy do czynienia z solidnym sprzętem. Spotkałam się z opiniami, że nie jest ani mały ani poręczny. Przyznam – zaskakujące i ani trochę się z tymi opiniami nie zgadzam.
Przede wszystkim wymiary nawigacji (5,8 × 10,2 × 3,3 cm) pozwolą na umieszczenie jej w kieszeni „bojówek”, w moim przypadku koszulki rowerowej. Grubość również nie jest przeszkodą a plusem, bo przy wyciąganiu jej z kieszonki mamy możliwość pewnego chwycenia urządzenia. Można też śmiało nieść ją na pasku w dłoni, ponieważ waga jest naprawdę akceptowalna (ok. 159 g z bateriami)

Boki obudowy

wykonane z twardej gumy zapewniają większą ochronę przed zniszczeniami podczas upadków.

Tylna obudowa to gumowa zaślepka na port do podłączenia urządzenia do komputera oraz pokrywa baterii, która zamykana jest już na znany wszystkim sposób, czyli haczyk, który należy odgiąć do siebie, przekręcić i dopiero po tym można dostać się do baterii.

Właśnie. Baterie

Plus czy minus?!
Do nawigacji wchodzą dwie baterie AA. Na pierwszych wyprawach testowałyśmy te rozwiązanie w nawigacji Garmin eTrex 20

Sakwy pełne wszystkiego…


Pojawia się tutaj zdanie „Wierzcie nam, że łatwiej jest kupić baterie niż znaleźć prąd w gniazdku i poświęcać czas na ładownie baterii”i do dzisiaj będziemy trzymały się tej opinii. Baterie wystarczają nawet na dwa dni jazdy wyprawowej (w zależności od tego jak intensywnie użytkowana jest nawigacja).

Dotyk, czy klasyczny pad do sterowania?

Tutaj nie będę najlepszym wzorem ponieważ zdarza mi się walka z telefonami dotykowymi i jakoś rozwiązania zastosowane w eTrex20 były bliższe memu sercu i umiejętnościom jednak trzeba przyznać, że sam interfejs jest naprawdę przyjazny, działa w miarę płynnie i… Tak, ja – pterodaktyl technologiczny przyznam, że mimo wszystko obsługa dotykiem jest szybsza…
Gorzej, gdy warunki atmosferyczne są niesprzyjające, mamy zmarznięte ręce i decydujemy się na rękawiczki (ewentualnie można wymienić rękawiczki na takie, które mają już specjalny materiał umożliwiający obsługę telefonów i sprzętu dotykowego)

Co z włącznikiem?

Jest to niewielki guzik umieszczony w gumowym panelu po prawej stronie nawigacji. Nie da się go włączyć czy wyłączyć przypadkowo, ponieważ wymaga użycia sporej siły i ewidentnie musi to być zaplanowane 😉

Funkcje

– kompas,
– rower,
– kolarstwo rekreacyjne,
– jazda górska,
-polowanie,
-wędkarstwo
-wspinaczka
-skrzynka (geocatching)
-wędrówka

W menu po prawej stronie znajdziecie przede wszystkim:

  • ustawienia systemu
  • wyświetlanie
  • wygląd
  • bluetooth
  • mapa
  • aktywności
  • wyznaczanie trasy
  • kierunek
  • wysokościomierz
  • geocatching
  • jednostki
  • czas

Prawy guzik wyszukiwania to kolejna lista:

  • punkty
  • ślady
  • współrzędne
  • wszystkie POI
  • adresy
  • miasta
  • zakupy
  • gastronomia
  • usługi paliwowe
  • zakwaterowanie
  • rozrywka
  • rekreacja
  • transport
  • służby publiczne
  • szpitale
  • punkty geograficzne

Od siebie, dodam, że na testach w Polsce spisała się naprawdę genialnie. Nawet siedząc na balkonie i sprawdzając funkcje, bez problemu wskazano mi najbliższy hostel czy restaurację. Niezwykle przydatne, gdy gdzieś utkniemy, albo pozostaniemy z oparami wody w bidonie i sklep będzie nam potrzebny na już!

 

Sygnał

Mam wrażenie, że eTrex20 miał mniejsze problemy i szybciej znajdywał drogę, ale obiecuję to jeszcze sprawdzić i wtedy podzielić się z Wami opinią.

 

Pojemność

Samo urządzenie posiada 8 GB pamięci co pozwala na zainstalowanie sporej ilości map. Jeśli jednak Wasze wymagania są zdecydowanie większe to nie macie się czego obawiać – z pomocą przyjdzie Wam port na microSD ukryty pod bateriami.

 

Mapy

Słuszna uwaga jednej czytelniczki – co z mapami?
Model, który otrzymałam do testów został wyposażony w mapy. W przypadku chęci aktualizacji posiadanych map, zakupu map danego regionu kierujemy się na stronę garmina , gdzie możemy przebierać w mapach różnego rodzaju.

Pamiętajcie, że będzie Wam potrzebna aplikacja, komputer oraz kabelki 😉 Przygotujcie urządzenie zanim wyruszycie w podróż 😉

 

 

Czy warto zainwestować w nawigację Garmin eTrex Touch 35 ?

To zależy
1. Czy masz już jakiś poprzedni model nawigacji Garmina z serii eTrex? Jeśli tak to przesiadanie się na 35 nie ma większego sensu – może warto pomyśleć i dorzucić kilka zł i zainwestować w jeszcze nowsze modele?

2. Nie masz nawigacji i szukasz czegoś dobrego w przystępnej cenie, czegoś co przyda się w wędrówkach górskich, wyprawach rowerowych, przygodach z geocatchingiem? Zdecydowanie warto!
Dane techniczne

 

Ciao

Sandra Mielczarek
a.k.a #13

Artykuł Garmin test, czyli… pochodzi z serwisu Szprychywtrasie.pl.

]]>
http://szprychywtrasie.pl/garmin-virb-edge/feed/ 4
Uderzająca biel Pisy i kojący lazur morza http://szprychywtrasie.pl/biel-pisa-lazur-morze/ http://szprychywtrasie.pl/biel-pisa-lazur-morze/#comments Fri, 03 Nov 2017 17:15:32 +0000 http://szprychywtrasie.pl/?p=4397 Pisa Dla mnie była to druga wizyta i niczym nie różniła się od pierwszej. Oczywiście poza towarzystwem.     Zapewne 99,9 % osób odwiedzających Toskanię ląduje w … no właśnie, niekoniecznie w stolicy Medyceuszy,...

Artykuł Uderzająca biel Pisy i kojący lazur morza pochodzi z serwisu Szprychywtrasie.pl.

]]>
Pisa

Dla mnie była to druga wizyta i niczym nie różniła się od pierwszej. Oczywiście poza towarzystwem.

 

 

Zapewne 99,9 % osób odwiedzających Toskanię ląduje w … no właśnie, niekoniecznie w stolicy Medyceuszy, lecz w mieście, które jest bohaterem dzisiejszego wpisu, by podziwiać cud architektury.
Pisa tym razem nie powitała nas gromada Indian, lecz uchodźcy z Afryki, którzy skutecznie wskazują miejsca parkingowe gwarantując, że dopilnują by auto nie ucierpiało. Przerażające jest to, że na płotach trzymają, zawieszony w plecakach, dobytek swojego życia, zaś w najbliższych krzakach najprawdopodobniej prowadzą życie codzienne, co da się niestety wyczuć. Niemniej jednak nie sądzę, że należy ich za to oceniać. Nie znamy ich historii

Nie zagłębialiśmy się w miasto, by podziwiać pozostałe kościoły. Standardowo wybraliśmy Campo dei Miracoli.
Samo znaczenie miasta można uznać za falujące, rozkwit z XI w. został później zniwelowany przez porażki w bitwach oraz pogorszenie jakości portu. Z pomocą przybyła … Oczywiście jak w przypadku większości miast włoskich, Florencja. Za jej rządów otworzono jeden z najważniejszych uniwersytetów, który był domem Galileusza.
Ciekawostka
Legenda głosi, że spuszczał on metalowe kule z krzywej wieży, by udowodnić, że przyciąganie ziemskie jest stałe.

Do wieży!

Budowa wieży rozpoczęła się w 1173 r. i trwała aż to 1350 r. kiedy to architekci zrozumieli, że nie ma szans na jej wyrównanie. Niestety, nie zapobiegli również powiększaniu się nachylenia budowli, które podobno zmienia się każdego roku o 1 milimetr. W latach 80 ubiegłego stulecia pojawiły się sygnały sugerujące konieczność zamknięcia jednak wiązałoby się to tak naprawdę z utratą głównego źródła dochodu dla miasta. Ceny biletów możecie znaleźć tutaj
wysokości 58,36 m

You are good reason to be happy

Poza Krzywą Wieżą podtrzymywaną przez tłumy turystów przyjmujących dziwne pozy na trawnikach, warto zerknąć na położoną obok

katedrę i babtysterium.

Budowa pierwszej z nich wystartowała w 1064 i trwała do XII w. Przez lata we wnętrzu katedry powstały piękne zdobienia, które niestety w znacznej mierze przepadły w pożarze jaki strawił budynek w 1595 r. Aktualnie zgromadzono tam pokaźne zbiory dzieł sztuki jednak najważniejszym elementem wyposażenia jest „Lampa Galileusza, czyli żyrandol, który podobno miał inspirować Galileusza w jego badaniach. Niestety jest to tylko mit.

Babtysterium stanowi dopełnienie dla zabudowy placu.

detale

Czy warto jechać do Pisy? Z całą pewnością tak. Jest to zabytek wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Jeśli zapytacie kogoś z czym kojarzą mu się Włochy z całą pewnością wyliczając wskaże na początku właśnie krzywą wieżę (no chyba, że jest fanem sportu wówczas zacznie od piłki nożnej i siatkówki).
Czy cieszy oczy? Odpowiedź również będzie twierdząca. Biel marmuru wręcz uderza w oczy odcinając się od idealnie przystrzyżonych zielonych trawników z dziesiątkami tabliczek „nie deptać” i setkami turystów na niej ułożonych i spacerujących…

W rodzinie siła 😉

Z całym współgrającym ze sobą placem kontrastuje Museo delle Sinopie wraz z kramami pełnymi kiczowatych pamiątek wśród których znajdziecie zakręcone butelki, tabliczki, otwieracze, wszystkie możliwe elementy garderoby… Można tak wymieniać w nieskończoność.

Taka zakręcona jest ta Pisa

Tegoż samego dnia udaliśmy się jeszcze nad morze by najpierw podziwiać jego skaliste wybrzeże Morza Liguryjskiego między Calafurią a Quercianellą by przenieść się w kolejne magiczne miejsce, wypełniające horyzont prawdziwym lazurem w Rosignano Solvay w kierunku Vady. Wkrótce zrobię kurs na kitesurfing i … Wyprowadzam się!

Nad morze powróciliśmy jeszcze pod koniec naszej wielkie włoskiej wyprawy, gdzie dopadła nas … depresja. Niby się cieszyliśmy, spacerowaliśmy brzegiem morza wyławiając muszle a jednak… myśli krążyły wyłącznie wokół smutnego „to już koniec wakacji, pora pakować się do Polski”…

 

Ciao

Sandra Mielczarek
a.k.a #13

Źródła
www.wikipedia.pl
Włochy – praktyczny przewodnik wyd. Pascal

Artykuł Uderzająca biel Pisy i kojący lazur morza pochodzi z serwisu Szprychywtrasie.pl.

]]>
http://szprychywtrasie.pl/biel-pisa-lazur-morze/feed/ 2
Florencja kolejny raz http://szprychywtrasie.pl/florencja-kolejny-raz/ http://szprychywtrasie.pl/florencja-kolejny-raz/#respond Thu, 26 Oct 2017 18:48:48 +0000 http://szprychywtrasie.pl/?p=4421 Florencja … Chciałoby się napisać wszystko, ale nikt z Was nie będzie miał tyle czasu na czytanie… Pakujcie plecaki i lećcie, bo Florencja czeka. Tam wszystko będzie proste. Percepcja według mnie jest najlepszą metodą...

Artykuł Florencja kolejny raz pochodzi z serwisu Szprychywtrasie.pl.

]]>
Florencja …

Chciałoby się napisać wszystko, ale nikt z Was nie będzie miał tyle czasu na czytanie… Pakujcie plecaki i lećcie, bo Florencja czeka. Tam wszystko będzie proste. Percepcja według mnie jest najlepszą metodą poznawczą. To już nasze drugie podejście do opisania tego miasta …
W źródłach miasto pojawia się dzięki samemu wielkiemu Juliuszowi Cezarowi, który założył tu kolonię dla swych oddziałów. Dzięki temu zawdzięczamy obecny układ ulic. Na przestrzeni wieków miasto przechodziło w ręce różnych rodów, by koniec końców zyskać na znaczeniu w XI w jako miasto położone na szlaku handlowym, wchodzące w skład Ligii Longobardzkiej, które z czasem zaczęło bić własną monetę.

Ród Medyceuszy, Dante, Giotto di Bondone, Machiavelli, Leonardo Da Vinci, Michał Anioł

to największe ale nie jedyne osobistości związane ściśle z Florencją. To dzięki nim, miasto zyskiwało na swym znaczeniu w kulturze i do dziś uważane jest za święte miejsce przez ludzi doceniających wszelkie aspekty sztuki.

Nie tylko obrazy i rzeźby stanowią o sile tegoż miasta. Wystarczy się tam znaleźć by trafić w centrum architektonicznych cudów.
Gwarantuję Wam jedno, nawet bez zakupu biletów do muzeów (które do tanich nie należą) będziecie mieli co robić.

1. Plac Michała Anioła, 

który pokazał się już w podsumowaniu grudniowej przygody po Toskanii. Wtedy wizyta była szybka, ze względu na warunki atmosferyczne. Tym razem …
Było tak samo. Deszcz zdecydowanie nie przyciągał tłumów dzięki czemu dotarcie do samego balkonu nie było w żaden sposób utrudnione.
I tak oto oszczędzę Wam widoku żeby nie zniechęcać… Może traficie na ładniejszą pogodę i lepszą widoczność 😉 Generalnie widać stąd piękne stare miasto – jakbyście przenieśli się w przeszłość.

2. Katedra Santa Maria del Fiore z dzwonnicą Giotta,

prace rozpoczęto w 1296 a ukończono … w 1887 r. Przy jej budowie wykorzystano marmur w trzech kolorach – białym, zielonym i różowym. Najbardziej imponującym elementem jest tzw kopuła zwieńczoną latarnią ze złotą kulą.

Poniżej znajdziecie film dokumentalny o jej powstaniu
Santa Maria del Fiore

3. Galeria Uffizi, 

galeria sztuki, którą zapewne każdy, kto odwiedził Florencję miał okazję widzieć przechodząc przez jej dziedziniec. Jest to miejsce, w którym w kolumnach umieszczone są rzeźby wielkich twórców ściśle związanych z historią miasta i rejonu. W muzeum znajdziecie również portrety naszych władców 😉

Między kolumnami swoje miejsce znaleźli współcześni artyści zarabiający tworząc dzieła pożądane przez turystów.

4. Palazzo Vecchio, 

dawny ratusz, powstały na przełomie XIII i XIV wieku

5. Piazza della Signoria

plac nad którym króluje Palazzo Vecchio. Jest on pełen rzeźb:
– Herkules i Kakus
– Dawid
– fontanna Neptuna
– posąg Kosmy

6. I jeszcze pełniejsza rzeźb – Loggia dei Lanzi,

w której chyba najbardziej spektuakularną jest ta przedstawiająca Perseusza z głową Meduzy

7. Ponte Vecchio,

most złotników, najstarszy most we Florencji z 1345 r. Na moście królowały sklepiki z rybami, z czasem jednak drobni handlarze zostali przegnani a swoje miejsce znaleźli tam złotnicy. W centralnym punkcie mostu znajduje się fontanna z popiersiem Celliniego (Twórca Perseusza z głową Meduzy). Co ciekawe, most ten jako jedyny przetrwał obie wojny światowe

Powrót do przeszłości, czyli ja-13- dokładnie 10 lat  temu

8. Drzwi Raj,

dwuskrzydłowe drzwi dzielone na 10 części przedstawiających sceny ze Starego Testamentu. Nie sposób ich nie dostrzec przechodząc obok Katedry Santa Maria del Fiore ponieważ mienią się z daleka

9. Znaki,

dobra, nie jest to zabytek, ale wprawne oko turysty powinno zdecydowanie zwrócić na nie uwagę. Ubarwiają miasto, pozwalają dostrzec w nich coś nowego… 😉 O tym jak to ze znakami faktycznie jest pisała

Natalia – Student w Podróży

Florencja

tak ją właśnie w skrócie widzimy. Jedno z miast, w których najlepszą metodą na zwiedzanie jest zwyczajne zgubienie się. Niekiedy, a raczej prawie zawsze, zagubienie w gigantycznym tłumie. Florencja

Ciao

Sandra Mielczarek
a.k.a #13

Źródła

www.wikipedia.pl

Włochy, praktyczny przewodnik, wyd Pascal

Artykuł Florencja kolejny raz pochodzi z serwisu Szprychywtrasie.pl.

]]>
http://szprychywtrasie.pl/florencja-kolejny-raz/feed/ 0